Planescape: Torment
Torment - znaczy doskonały
Raz na kilka lat (czasem i dekad) ukazuje się gra, która dość szybko zyskuje miano "gry wskaźnikowej". A czego jest wskaźnikiem? Jakości, rzecz jasna! W roku 1999 Interplay wydał na świat produkcję, która po dziś dzień nie schodzi z ust miłośników gatunku, zwykłych graczy czy nawet recenzentów. Torment - jedno słowo, a tyle teraz znaczy w tym naszym małym, growym zaścianku. Jaki piękny byłby rynek komputerowej rozrywki, gdyby ciągle się mówiło: "Fabuła tak dobra, jak w Tormencie!", "Interakcja z NPC-ami na poziomie Tormenta!", etc. Niestety, prawda jest taka, że jak dotąd można jedynie usłyszeć i przeczytać słowa: "Popłuczyny po Tormencie!" czy też "W Tormencie ten element był wykonany mistrzowsko! Tak jak i wszystkie inne elementy zresztą... Nie to co w tym przypadku!". Tak Panie i Panowie, jeśli myślicie, że gra ze świata Planescape nadal nie ma sobie równych, to... macie rację. Nie ma.
Jeśli pomyśleliście sobie, że jestem ortodoksyjnym fanem Tormenta, to i w tym przypadku macie absolutną rację. Kocham tę grę za wszystkie jej elementy. To produkt, który nie ma wad. To dla mnie jedyne prawdziwe role playing dostępne na wszelkiej maści blaszaki! Nie znam innej pozycji, w której tak pieczołowicie można byłoby kształtować charakter bohatera z pełną konsekwencją czynów. To ten typ, który nie wymaga od gracza zabijania wszystkiego, co wykazuje jakiekolwiek znaki życia. Ba! Nawet zakończenie można "przegadać", nie zabijając Głównego Złego!
Dobrze, już dobrze - trochę ochłonąłem. Czas na trochę konkretów, nie prawdaż?
Rozgrywkę zaczynamy jako Bezimienny, który właśnie obudził się na stole do krojenia tego, co pozostało z żywych. Żeby nie było zbyt przyjemnie, żywota swojego za bardzo nie pamięta, a pierwsza napotkana "osoba", to latająca czaszka. Można zwariować, nie? Żeby nie owijać w bawełnę, przejdę od razu do głównego celu, jaki programiści postawili przed graczem. Otóż... mamy zginąć. Tak jest - zejść z tego świata. "Niestety", Bezimienny szybko okazuje się również być nieśmiertelnym, co - z licznych i sensownie ugruntowanych fabularnie przyczyn - doskwiera nie tylko jemu, ale i kilku dość potężnym istotom. Aha, nie wiem czy wspomniałem, ale... uwaga, to może być wstrząs... nie musimy przy okazji... jeszcze chwila napięcia... ratować świata! Szok, prawda? Gra cRPG, w której zajmujemy się wyłącznie naszym tyłkiem, a krucha równowaga we wszechświecie może nas obejść tyle, co... nic. Istne objawienie!
Ręka do góry, kto pomyślał, że amnezja i bezimienność bohatera to ograne chwyty fabularne? Pewnie kilka osób się znajdzie. W takim razie pragnę zaznaczyć, że, owszem, jest to teraz bardzo popularna zagrywka i... poniekąd to właśnie wina Tormenta. Nie mogę napisać, że to jest absolutnie pierwsza gra, która właśnie na tym oparła scenariusz. Nie minę się jednak z prawdą, gdy stwierdzę, że dziecko Interplay'a zrobiło to jako pierwsze z taką werwą i rozmachem, tworząc wzór do naśladowania dla wszystkich. Szkoda tylko, że jakoś niespecjalnie developerzy radzą sobie z chociażby kopiowaniem tych pomysłów. Wszystko co dotąd wyszło, jest widocznie słabsze od wzoru - chociażby KotOR.
Nie pomylę się również, jeśli stwierdzę, że Torment jest pierwszą produkcją, w której postacie przyłączające się do głównego bohatera są tak wyraziste i oryginalne. Niestety, Baldur's Gate, który ukazał się około rok wcześniej, odpada w przedbiegach. O słynnej latającej czaszce - Morte - słyszał chyba każdy gracz, interesujący się komputerowymi rolplayami. Interakcja stała na tak wysokim poziomie, że do dziś nie mogę się temu nadziwić. Do ostatnich chwil gry każdy z wątków osobistych postaci było można poszerzyć o nowe fakty, zdobywane wraz z postępami w podróży, a ich pomoc w poznaniu samego siebie stawała się nieoceniona.
Jak już napisałem wcześniej, istotnym wyróżnikiem Tormenta jest możliwość uniknięcia walki przez większość czasu, spędzonego z grą. Ciężko ten element opisać. Wyobraźcie sobie po prostu, że jeśli stajecie przed potencjalnym przeciwnikiem, to na ogół jest możliwość przegadania go, bądź ominięcia. Wbrew pozorom, do dziś jest to dość rzadkie zjawisko, choć udaje się je przynajmniej w części zaadaptować twórcom wielu współczesnych cRPG-ów. Jak dotąd jednak nie grałem chyba w innego rolplaya, który nie kończyłby się obowiązkową sieczką.
Od technicznej strony gry, Planescape prezentuje się... normalnie. Żadnych niezwykłych fajerwerków, ale za to wszystko jest pieczołowicie przygotowane. Choć pamiętam, że w tamtych czasach spore wrażenie robiła animacja niektórych czarów. Na dzisiejsze standardy wygląda po prostu estetycznie. Zresztą tak samo jak ręcznie rysowane mapy, który, choć zdecydowanie odmienne w stylu, przypominają wykonaniem te z Baldur's Gate i Icewind Dale'a. W końcu i to, i to oparto na prawdziwie nieśmiertelnym Infinity Engine.
A skoro już o Infinity Engine mowa, to wiadomo, czego się spodziewać po walce i rozwoju postaci. Tak jak we dwóch wymienionych wyżej produkcjach, wszystko oparte jest na AD&D. Z jednym drobnym wyjątkiem - współczynniki takie, jak siła czy zręczność można u Bezimiennego podnosić wraz z każdym zdobytym poziomem doświadczenia. Ponadto, grę zawsze zaczyna się jako wojownik, a dopiero później można się przekwalifikować na maga bądź złodzieja. Co ważne, przeskakiwanie między tymi klasami możliwe jest przez całą rozgrywkę i żaden z wyborów nie jest ostatecznie wiążący.
O walce też jeszcze warto powiedzieć przynajmniej kilka słów. Nie potrafię dokładnie wytłumaczyć, na czym polega ten fenomen, ale... wszystkie batalie są dziwnie emocjonujące. W mojej opinii, znacznie bardziej, niż w przypadku Icewinda. Możliwe, że dzieje się tak za sprawą stopnia trudności. Wrogowie - w szczególności przez pierwszą połowę gry - mniej więcej wyrównują nasze umiejętności, przez co ich eliminacja możne nastręczać pewne trudności. Do tego dochodzą wiecznie kończące się lekarstwa i brak wygodnych miejsc do odpoczynku. Co ważne, "save-load" nie doskwiera w choćby najmniejszym stopniu. Nie trafiały mi się pojedynki, które byłoby trzeba -set razy powtarzać. Po prostu idealne zrównoważenie i wyśrubowana grywalność, ot co. I do tego ten wszech obecny klimat... Ech.
Posunę się do tego stwierdzenia - Torment to najwspanialszy okaz cRPG, z jakim się zetknąłem. Poczułem to dobitnie, gdy kończyłem go po raz kolejny, jeszcze lepiej poznając uniwersum. I, jak za każdym innym podejściem, przyjemność była ta sama. Rzadko zdarza się tak, że grając silnym acz głupim wojownikiem, nie można prawie w ogóle poznać gry. A właśnie tak jest w tym przypadku. Dopiero bohater obdarzony możliwie wysokimi współczynnikami mądrości oraz inteligencji (a najlepiej też charyzmy) jest ma szansę dowiedzieć się, jak brzmiało Prawdziwe Imię Bezimiennego, czy pokazać na nowo Dak'konowi znaczenie Nieprzerwanego Krąg Zerthimona. Tak powinno być w każdej grze.
Stwierdzenie "ciężko pisało mi się ten tekst" jest tak często nadużywane przez różnej maści recenzentów, że sam staram się go unikać jak ognia. Lecz muszę to powiedzieć - ciężko pisało mi się ten tekst! I to, niestety, może być czuć. Ale pomyślcie sobie, że postawiono by Was przed wyzwaniem zrecenzowania powieści wszechczasów - Władcy Pierścieni. Nie jest łatwo, prawda? Albo filmowe arcydzieło - Forrest Gump. Można sobie pióro połamać, gdyż każde zdanie wydaje się banalne. Czyżbym postawił Tormenta na równi z tymi ponadczasowymi dziełami? Chyba właśnie to zrobiłem...
Komentarze
Ten artykuł skomentowano 52 razy.
Na stronie wyświetlanych jest 20 komentarzy na raz.
Nie grałem nigdy w tą grę ale ta recenzja powoli zachęca mnie do kupna tego "dzieła". Jak będę miał kasę to na pewno zamówię ten produkt bo wątpię, żeby taki antyk był w Empiku w moim mieście :)
Nie grałem nigdy w tą grę ale ta recenzja powoli zachęca mnie do kupna tego "dzieła". Jak będę miał kasę to na pewno zamówię ten produkt bo wątpię, żeby taki antyk był w Empiku w moim mieście :)
Nie wiem z czym to się wiąże, ale twierdzowe felietony zawsze mi się podobały, poczynając od Oricka Ravena. Nie inaczej jest w tym przypadku. Przede wszystkim tekst jest wciągający, jak przystało na felieton - subiektywny (choć momentami czuć lekką przesadę, jak chociażby w miejscu, kiedy piszesz, że nie grałeś do tej pory w żadnego role-play'a kończącego się sieczką - znalazłoby się kilka tytułów, choćby równie stary Lionheart; jako autor felietonu powinieneś uwzględnić takie gry, nawet jeśli nie miałeś przyjemności w nie zagrać.) Ale to są niuanse. Generalnie felieton jest treściwy, dobrze zbudowany kompozycyjnie i co najważniejsze - stylistycznie. Nie będę się rozwodził nad drobnymi poprawkami, bo to nie miejsce na takie zabiegi. Poza tym, jak to zauważył mój przedmówca, konwencja felietonu skutecznie zachęca do zagrania w Tormenta...a to oznacza, że najważniejsze swoje zadanie spełnia;)
Gratulacja, KoZa. Oby tak dalej.
Nie wiem z czym to się wiąże, ale twierdzowe felietony zawsze mi się podobały, poczynając od Oricka Ravena. Nie inaczej jest w tym przypadku. Przede wszystkim tekst jest wciągający, jak przystało na felieton - subiektywny (choć momentami czuć lekką przesadę, jak chociażby w miejscu, kiedy piszesz, że nie grałeś do tej pory w żadnego role-play'a kończącego się sieczką - znalazłoby się kilka tytułów, choćby równie stary Lionheart; jako autor felietonu powinieneś uwzględnić takie gry, nawet jeśli nie miałeś przyjemności w nie zagrać.) Ale to są niuanse. Generalnie felieton jest treściwy, dobrze zbudowany kompozycyjnie i co najważniejsze - stylistycznie. Nie będę się rozwodził nad drobnymi poprawkami, bo to nie miejsce na takie zabiegi. Poza tym, jak to zauważył mój przedmówca, konwencja felietonu skutecznie zachęca do zagrania w Tormenta...a to oznacza, że najważniejsze swoje zadanie spełnia;)
Gratulacja, KoZa. Oby tak dalej.
Lionheart nie kończy się sieczką? O, to moja wpadka. Doszedłem prawie do końca - jako że ciągle towarzyszyło mi machanie mieczem, to myślałem, że już się nie kończy. ;-) Fakt, to było wyolbrzymienie - nie zważając nawet na samego Lionhearta - ale uznałem, że w felietonie mogę sobie na to pozwolić. ;-)
Dzięki za krytyczną opinię.
Lionheart nie kończy się sieczką? O, to moja wpadka. Doszedłem prawie do końca - jako że ciągle towarzyszyło mi machanie mieczem, to myślałem, że już się nie kończy. ;-) Fakt, to było wyolbrzymienie - nie zważając nawet na samego Lionhearta - ale uznałem, że w felietonie mogę sobie na to pozwolić. ;-)
Dzięki za krytyczną opinię.
dobrze opisujesz ta gierke choc w nia nie gralem to mi sie podoba
dobrze opisujesz ta gierke choc w nia nie gralem to mi sie podoba
Taaa... Najlepszy cRPG, w jaki gralem, a nawet teraz grafika nie jest zla i widowiskowosc czarow chyba nie ma sobie rownych wsrod innych cRPGow. Mam tylko jedno pytanie: na stronie CD Project jakies pol roku temu widzialem screen z Bezimiennym jako Kaplanem, ale nigdzie w internecie nie znalazlem wskazowki (nie dokladnego opisu, ale nawet wskazowki!), jak mozna przejsc na te klase. Ktos sie chwalil, ze przeszedl Kaplanem gre, ale juz nie powiedzial, jak tego dokonal. Nawet Nie-Slawa nie moze nauczyc kaplanstwa ;(
Taaa... Najlepszy cRPG, w jaki gralem, a nawet teraz grafika nie jest zla i widowiskowosc czarow chyba nie ma sobie rownych wsrod innych cRPGow. Mam tylko jedno pytanie: na stronie CD Project jakies pol roku temu widzialem screen z Bezimiennym jako Kaplanem, ale nigdzie w internecie nie znalazlem wskazowki (nie dokladnego opisu, ale nawet wskazowki!), jak mozna przejsc na te klase. Ktos sie chwalil, ze przeszedl Kaplanem gre, ale juz nie powiedzial, jak tego dokonal. Nawet Nie-Slawa nie moze nauczyc kaplanstwa ;(
Bardzo piękny opis jestem fanem tej gry ;) i jak narazie żadna inna nie przyciągnęła mnie do komputera tak jak ona najcudowniejsze jest w nie że można ją przejść na bardzo wiele sposobów a nie jak w niektórych na prostej wytycznej do celu .
Kazdemu polecam jak najbardziej
Bardzo piękny opis jestem fanem tej gry ;) i jak narazie żadna inna nie przyciągnęła mnie do komputera tak jak ona najcudowniejsze jest w nie że można ją przejść na bardzo wiele sposobów a nie jak w niektórych na prostej wytycznej do celu .
Kazdemu polecam jak najbardziej
Zgadzam się z autorem ze wszystkim. Wszystkim!
Zgadzam się z autorem ze wszystkim. Wszystkim!
Wiesz co, trepie, szczera prawda. Dokładnie wszystko coś napisał jest w 100% zgodne z moimi odczuciami (poza porównaniem do WP - ja bym dał Gwiazdozbiór Kata raczej). A co do PT - prawdopodobnie niedługo będzie wznowienie go w Xtra Klasyka Gold albo cos, 25 zeta - kryc się, klasa nadciaga!
Wiesz co, trepie, szczera prawda. Dokładnie wszystko coś napisał jest w 100% zgodne z moimi odczuciami (poza porównaniem do WP - ja bym dał Gwiazdozbiór Kata raczej). A co do PT - prawdopodobnie niedługo będzie wznowienie go w Xtra Klasyka Gold albo cos, 25 zeta - kryc się, klasa nadciaga!
A ja mam to szczęscie posiadać Tormenta w "wersji" wczesno-staro-wielkopudełkowej, kiedy to do pudełka wrzucali takie bajery jak płyty z muzyką, podkładki pod mysz czy plakaty. Niestety na koszulki juz sie nie załapałem :-) Ale co do samego Tormenta - gra jest wielka, momentami przestaje byc grą, a staje się czyms więcej, czyms co trudno jest mi wyrazic słowami. Za największą zaletę uważam OGROMNĄ interakcję z NPCami i światem gry, a takżre nieskonczoną liczbę możliwosci dotyczącą.... właściwie wszystkiego. A lepszych animacji czarów to ja nigdy nie widziałem (przy niektórych -jak "działo mechanusa"(?) - włączają się nawet krótkie filmiki obrazujące działanie czaru - bomba. Jest to jedna z nielicznych gier która ma wszystkie aspekty zrealizowane w 100% od początku do konca. Niestety jest i wada (jak dla mnie jedyna) - znikoma ilosc ekwipunku typu broń, zbroje itp. Wielbiciele kolekcjonowania itemów (tacy jak ja) raczej sie zawiodą na tym polu. Ale jest to wada która staje się nieistotna, gdy przyrównać ją do wszystkich zalet. Krótko, grać/kupować w ciemno. Kurczę chyba sobie odkurzę stare sejwy i sam zagram...
A ja mam to szczęscie posiadać Tormenta w "wersji" wczesno-staro-wielkopudełkowej, kiedy to do pudełka wrzucali takie bajery jak płyty z muzyką, podkładki pod mysz czy plakaty. Niestety na koszulki juz sie nie załapałem :-) Ale co do samego Tormenta - gra jest wielka, momentami przestaje byc grą, a staje się czyms więcej, czyms co trudno jest mi wyrazic słowami. Za największą zaletę uważam OGROMNĄ interakcję z NPCami i światem gry, a takżre nieskonczoną liczbę możliwosci dotyczącą.... właściwie wszystkiego. A lepszych animacji czarów to ja nigdy nie widziałem (przy niektórych -jak "działo mechanusa"(?) - włączają się nawet krótkie filmiki obrazujące działanie czaru - bomba. Jest to jedna z nielicznych gier która ma wszystkie aspekty zrealizowane w 100% od początku do konca. Niestety jest i wada (jak dla mnie jedyna) - znikoma ilosc ekwipunku typu broń, zbroje itp. Wielbiciele kolekcjonowania itemów (tacy jak ja) raczej sie zawiodą na tym polu. Ale jest to wada która staje się nieistotna, gdy przyrównać ją do wszystkich zalet. Krótko, grać/kupować w ciemno. Kurczę chyba sobie odkurzę stare sejwy i sam zagram...
Spider! W tej grze o to nie chodzi! Ta gra to przygodówka z DUUUUUUUŻĄ ilościa RPG. Ale przewarza przygodówka. TU NIE CHODZI O KOLEKCJONOWANIE ITEMÓW!
Spider! W tej grze o to nie chodzi! Ta gra to przygodówka z DUUUUUUUŻĄ ilościa RPG. Ale przewarza przygodówka. TU NIE CHODZI O KOLEKCJONOWANIE ITEMÓW!
Wiem wiem. Ale jakos tak brakowało mi fajnej zbroi czy miecza dla mojego woja. Cały czas biegał z gołą klatą, i aż się prosił zeby mu cos zarzucic na bary. W kazdym razie nie zrozumcie mnie zle - nie popłakałem sie z tego powodu. Jednak gdyby tego kwipunku było troche wiecej (nie musi to byc oczywiscie wzorowane na np Diablo) to gra dostała by ode mnie 99% na 100%.
Wiem wiem. Ale jakos tak brakowało mi fajnej zbroi czy miecza dla mojego woja. Cały czas biegał z gołą klatą, i aż się prosił zeby mu cos zarzucic na bary. W kazdym razie nie zrozumcie mnie zle - nie popłakałem sie z tego powodu. Jednak gdyby tego kwipunku było troche wiecej (nie musi to byc oczywiscie wzorowane na np Diablo) to gra dostała by ode mnie 99% na 100%.
Też mnie się Planescape podobał choć jestem fanem BG II i to właśnie "Wrota Baldura" stawiam na 1 miejscu
Też mnie się Planescape podobał choć jestem fanem BG II i to właśnie "Wrota Baldura" stawiam na 1 miejscu
Hmm przeszedlem "Planeskejpa" juz kilka razy, mialem wysokie statystyki itp. ale nie przypominam sobie zebym poznal imie Bezimiennego (fajny oksymoron hehe). Moze chodzi Ci o Thane'a z ksiazki pod tym samym tytulem ale w grze nie pamietam nic takiego. Jesli sie myle popraw mnie. Sam tekst bardzo mi sie podobal:) Pozdrawiam!
Hmm przeszedlem "Planeskejpa" juz kilka razy, mialem wysokie statystyki itp. ale nie przypominam sobie zebym poznal imie Bezimiennego (fajny oksymoron hehe). Moze chodzi Ci o Thane'a z ksiazki pod tym samym tytulem ale w grze nie pamietam nic takiego. Jesli sie myle popraw mnie. Sam tekst bardzo mi sie podobal:) Pozdrawiam!
Przypomnienie sobie imienia przez Bezimiennego, ma znaczenie raczej symboliczne. Wszyscy wiedzą że Bezimmienny sobie imie przypomniał, ale nikt nie wie jak ono brzmi. Powiedzmy że Bezimmienny zostawia tę tajemnicę dla siebie. Swoja drogą - może to i lepiej że nie dane jest nam poznac tego imienia bo jakiekolwiek by ono nie było, to bedzie sie nam wydawało conajmniej nijakie czy banalne albo cos w tym stylu. Imie owiane przez twórcow taką tajemnicą powinno byc tak niesamowite...że aż nie wiadomo jak ono powinno własciwie brzmieć. Moim zdaniem jest to swiadomy wybór twórców gry - i bardzo dobrze.
Przypomnienie sobie imienia przez Bezimiennego, ma znaczenie raczej symboliczne. Wszyscy wiedzą że Bezimmienny sobie imie przypomniał, ale nikt nie wie jak ono brzmi. Powiedzmy że Bezimmienny zostawia tę tajemnicę dla siebie. Swoja drogą - może to i lepiej że nie dane jest nam poznac tego imienia bo jakiekolwiek by ono nie było, to bedzie sie nam wydawało conajmniej nijakie czy banalne albo cos w tym stylu. Imie owiane przez twórcow taką tajemnicą powinno byc tak niesamowite...że aż nie wiadomo jak ono powinno własciwie brzmieć. Moim zdaniem jest to swiadomy wybór twórców gry - i bardzo dobrze.
Ja zawsze miałem niejasne wrażenie,że to właśnie Adahn,znany wszem i wobec był jego prawdziwym imieniem.Za łatwo mu przyszło wymyślenie go,ale nie uświadomił sobie,że to właśnie ono.
Ja zawsze miałem niejasne wrażenie,że to właśnie Adahn,znany wszem i wobec był jego prawdziwym imieniem.Za łatwo mu przyszło wymyślenie go,ale nie uświadomił sobie,że to właśnie ono.
Wspaniała jest ta gra, jedyna wada to chyba tylko to, że pod koniec jest troszkę za łatwo, owszem można przestawić suwak na hardcore, ale nie o to chodzi. Jednakże fabułą, bohaterami, klimatem, gra ta miażdży wszystko w co do tej pory grałem. Dziś już takich gier nie robią...
Nie zgadzam się z autorem w jednym tylko, Władca Pierścieni nie zasługuje na miano powieści wszech czasów.
Wspaniała jest ta gra, jedyna wada to chyba tylko to, że pod koniec jest troszkę za łatwo, owszem można przestawić suwak na hardcore, ale nie o to chodzi. Jednakże fabułą, bohaterami, klimatem, gra ta miażdży wszystko w co do tej pory grałem. Dziś już takich gier nie robią...
Nie zgadzam się z autorem w jednym tylko, Władca Pierścieni nie zasługuje na miano powieści wszech czasów.
No cóż, WP nie miażdży pełnokrwistością jak książki Sapka czy Piekary,ale pod względem złożoności chyba żadna książka fantasy nie może dorównać Władcy.
No cóż, WP nie miażdży pełnokrwistością jak książki Sapka czy Piekary,ale pod względem złożoności chyba żadna książka fantasy nie może dorównać Władcy.
Taka ta złożoność, że ja pier...
Jest masa wybitniejszych książek (w całej literaturze), sukces WP mozna tylko chyba zawdzięczać filmowi.
Polska fantasy bije Tolkiena i rzesze mu podobnych bez łaski. To, że zrobisz jakąś krainę od podstaw i ją opiszesz, nie oznacza, że ten świat będzie realny, a jak nie będzie realny (czyli nie będzie zawierał wszystkich sfer życia ludzkiego), to będzie nudny. Nie wiem czym ludzie się tak jarają, widocznie nie znają lepszych książek, co świadczy o nich niezbyt dobrze. Tolkien może był i pierwszy, ale lepiej o herosach to w Iliadzie poczytać...
Taka ta złożoność, że ja pier...
Jest masa wybitniejszych książek (w całej literaturze), sukces WP mozna tylko chyba zawdzięczać filmowi.
Polska fantasy bije Tolkiena i rzesze mu podobnych bez łaski. To, że zrobisz jakąś krainę od podstaw i ją opiszesz, nie oznacza, że ten świat będzie realny, a jak nie będzie realny (czyli nie będzie zawierał wszystkich sfer życia ludzkiego), to będzie nudny. Nie wiem czym ludzie się tak jarają, widocznie nie znają lepszych książek, co świadczy o nich niezbyt dobrze. Tolkien może był i pierwszy, ale lepiej o herosach to w Iliadzie poczytać...
Przede wszystkim trzeba wziąć poprawkę na to,że Tolkien nie miał zamiaru tworzyć bestsellera,ale swoisty zbiór legend.A legendy z założenia są proste w formie.Poza tym gdyby nie Profesor,to licho wie jak długo dumni khazadowie byliby głupimi karłami sikającymi do mleka a elf kretynami ze skrzydełkami.
Poza tym co rozumiesz jako wybitniejsze?To,że się więcej juchy leje?Więcej bluzgają?Nie wkładaj do jednego worka twórczości komercyjnej (patrz Sapkowski,Piekara) z twórczością bardziej niszową,pisaną dla frajdy nie dla kasy.
Przede wszystkim trzeba wziąć poprawkę na to,że Tolkien nie miał zamiaru tworzyć bestsellera,ale swoisty zbiór legend.A legendy z założenia są proste w formie.Poza tym gdyby nie Profesor,to licho wie jak długo dumni khazadowie byliby głupimi karłami sikającymi do mleka a elf kretynami ze skrzydełkami.
Poza tym co rozumiesz jako wybitniejsze?To,że się więcej juchy leje?Więcej bluzgają?Nie wkładaj do jednego worka twórczości komercyjnej (patrz Sapkowski,Piekara) z twórczością bardziej niszową,pisaną dla frajdy nie dla kasy.
autor napisał(a):
dumni khazadowie
Nie wiem czy się smiać, czy płakać. Właśnie za takie kwestie i tym podobne liczone w setkach WP przegrywa z polską fantasy.
*
Myslisz, że gdyby Tolkien dzisiaj żył, to by nic nie wziął za prawo do ekranizacji swoich powieści? Nie wyjeżdżaj mi tu z komercją, bo jest ona coraz częściej używana przez takich co to próbują oświecić świat już oświetlony.
*
autor napisał(a):
Poza tym co rozumiesz jako wybitniejsze?To,że się więcej juchy leje?Więcej bluzgają?
Nie zrozumiałeś mnie; w porównaniu do Hessego czy Dostojewskiego, lub też Stendhala (Czerwone i Czarne), świat Tolkiena to jeden wielki plastik. Jucha i bluzgi... to również część świata, ale chyba rozumiesz, że są one tylko kropelką w treści książki. Czasami pisarze z nią przesadzają (Ziemiański - Achaja), lecz nikt nie będzie się tym podniecał oprócz dzieci i jełopów.
Świat to Abraxas ;)
[cytat=autor]dumni khazadowie [/cytat]Nie wiem czy się smiać, czy płakać. Właśnie za takie kwestie i tym podobne liczone w setkach WP przegrywa z polską fantasy.
*
Myslisz, że gdyby Tolkien dzisiaj żył, to by nic nie wziął za prawo do ekranizacji swoich powieści? Nie wyjeżdżaj mi tu z komercją, bo jest ona coraz częściej używana przez takich co to próbują oświecić świat już oświetlony.
*
[cytat=autor]Poza tym co rozumiesz jako wybitniejsze?To,że się więcej juchy leje?Więcej bluzgają?[/cytat] Nie zrozumiałeś mnie; w porównaniu do Hessego czy Dostojewskiego, lub też Stendhala (Czerwone i Czarne), świat Tolkiena to jeden wielki plastik. Jucha i bluzgi... to również część świata, ale chyba rozumiesz, że są one tylko kropelką w treści książki. Czasami pisarze z nią przesadzają (Ziemiański - Achaja), lecz nikt nie będzie się tym podniecał oprócz dzieci i jełopów.
Świat to Abraxas ;)
Ten artykuł skomentowano 52 razy.
Na stronie wyświetlanych jest 20 komentarzy na raz.