| Okładka | Opis |
![]() |
|
Co roku, albo i częściej, w którymś z wydawnictw pojawia się książka okrzyknięta rewelacyjnym debiutem nikomu wcześniej nieznanego pisarza. Ta powieść również doczekała się takiej łatki, a nota na okładce aż roi się od słów znanych autorów fantasy, zachwalających tę pozycję. Oczekiwałam po niej mrocznej i krwawej opowieści o dążeniu do władzy i pokonywaniu własnych słabości. Nie mogę stwierdzić bym się zawiodła, jednak nie zostałam oczarowana tą historią i zapewne szybko o niej zapomnę, gdyż nie wzbudziła takich emocji, bym mogła i chciała ją zapamiętać.
Jak wiele fantastycznych powieści, tę również otwiera mapa wykreowanego świata. Przedstawiony układ lądów wydaje się znajomy i w trakcie lektury odkrywamy, czemu tak jest. Narrator wspomina Budowniczych, zamieszkujących ten świat bardzo dawno temu, pojawiają się postacie, które znamy z historii czy filozofii, a religia wybitnie przypomina chrześcijaństwo. O tym, że nie jest to przypadek mamy okazję dowiedzieć się, a raczej domyśleć, przemierzając kolejne strony. Odkrywamy fakt, że mamy do czynienia z Europą długo po jakiejś wielkiej katastrofie, a starożytni Budowniczowie to tak naprawdę ludzkość na obecnym etapie rozwoju cywilizacyjnego. Taka wizja świata jest dość kusząca, jednak autor nie bardzo dał czytelnikowi okazję, by się w tym świecie zagłębić. Załączona mapa też niewiele ułatwia, gdyż jest bardzo nieszczegółowa i trudno się zorientować, gdzie znajdują się bohaterowie, zwłaszcza, że galopujące tempo akcji nie ułatwia orientacji w terenie.
Fabułę napędza żądza zemsty, której poszukuje czternastoletni książę Jorg Ancrath na zabójcach swej matki i brata. Scenę morderstwa poznajemy w retrospekcjach, wspomnieiach głównej postaci. Wyjaśnia ona tytuł książki, dziewięcioletni Jorg, wrzucony w ciernisty krzew, nie mogąc się poruszyć, przyglądał się, jak mordują jego rodzinę i służbę. Ciernie prawie wyssały z niego życie i na zawsze naznaczyły bliznami jego ciało, a tragedia, której był świadkiem,, wypaczyła jego duszę. Gdy po długiej kuracji doszedł do siebie, jego jedynym pragnieniem stało się pomszczenie najbliższych i utoczenie krwi oprawcach. W podjętej wyprawie towarzyszy mu grupa renegatów, morderców i złoczyńców.
Powieść pełna jest antybohaterów, w których ciężko znaleźć choćby odrobinę pozytywnych cech i jeszcze trudniej ich polubić. Zdeprawowani zbójcy, gwałciciele i zwyrodnialcy to główne postacie książki. Sam książę Jorg nie odbiega od nich zbytnio, gdyż w cierniowym krzewie umarło w nim wszystko, co dobre i miłe. Stał się okrutny i wyrachowany, za wszelką cenę dąży do upragnionego celu. Pali, grabi i morduje, z czystego umiłowania do czynienia zła. Autor, chcąc może nieco go wybielić, ujawnia, że nie do końca jest on odpowiedzialny za swoje czyny, ale odniosłam wrażenie, że jest to próba zrobienia z niego antybohatera idealnego. Gdy czasem do głosu dochodzi jego sumienie, Jorg dusi je w zarodku, uważając za oznakę słabości. Nie sympatyzowałam z żadną z postaci, autor nie dał okazji, by czytelnik mógł się zbliżyć do kogokolwiek poza Jorgiem, a tego młodzieńca nie sposób polubić.
Książkę czyta się nieźle, choć natrafiłam na kilka dziwnie skonstruowanych zdań, a także problemów z odmianą polskich słów; podejrzewam tu błędy w tłumaczeniu, które umknęły w trakcie korekty. Nie przeszkadzają one zbytnio w lekturze, ale mogą być sporą wadą dla pedantycznych czytelników zwracających uwagę na takie drobiazgi. Specyficznie wykreowany świat z jednej strony jest dość ciekawy, a z drugiej sprawia wrażenie, jakby autor nie mógł się zdecydować, czy woli klimat pseudośredniowieczny, czy może postapokaliptyczny. Wśród książek, których akcja dzieje się w alternatywnej historii Europy, znacznie ciekawiej przedstawili świat Jacqueline Carey w trylogii Dziedzictwo Kusziela, czy też Jacek Piekara w opowieściach o Mordimerze Madderdinie. Zwłaszcza ten drugi cykl wydał mi się podobny, gdyż Polak również stworzył antybohatera i wyszło mu to zdecydowanie lepiej. W tej powieści odniosłam wrażenie, że autor nie bardzo miał pomysł na kreacje świata, a sama akcja, choć porywająca i bez chwili nudy, to dla mnie nieco zbyt mało, by zachwycić się lekturą.
Czy więc warto sięgnąć po pierwszy tom Rozbitego imperium? Jeżeli ktoś ma chęć zagłębić się w brutalną historię w stylu mrocznego fantasy, w której bohaterowie giną i nie spotyka ich nic dobrego, to jak najbardziej. Lektura upłynęła mi przyjemnie i stosunkowo szybko, ale podejrzewam, że równie szybko ulotni się z mojej pamięci. Sięgnęłam po tom drugi nie tylko z obowiązku, ale również dlatego, że poczułam lekką ciekawość jak dalej potoczą się losy poznanych postaci. nNie jest to jednak książka, do której bym wróciła, nie uważam jej też za obowiązkową pozycję w biblioteczce miłośników fantasy.

