| Okładka | Opis |
![]() |
|
Sir Terence Pratchett znany jest szerokiej rzeszy czytelników za sprawą parodystycznej serii fantasy Świat Dysku. "Spryciarz z Londynu" to w jego twórczości ewenement. Różni się bardzo od utworów, do których Terry nas przyzwyczaił: nie należy ani do gatunku science fiction, ani fantasy; jest zabawny, lecz nie naszpikowany humorem. Akcja osadzona została w bardzo ciekawych realiach - na początku epoki wiktoriańskiej w Londynie, w czasach, gdy Imperium Brytyjskie było potężnych mocarstwem. Pisarz dokonując researchu, wykonał kawał solidnej roboty. Dzięki temu oraz konsultacji ze specjalistami sprawił, że książka naprawdę dobrze oddaje ducha czasów. Dla miłośników steampunku będzie to świetna okazja, by zagłębić się w świat dżentelmenów, rozwijającej się prężnie techniki, literatury, ale i upadłej moralności, życia biedniejszych warstw społeczeństwa.
O "Spryciarzu z Londynu" można powiedzieć wiele i zapewne zyska on równie wielu zwolenników, co przeciwników. Mogłoby się wydawać, że duża praca faktograficzna włożona w powieść oraz nazwisko autora muszą zaowocować nietuzinkową akcją. Błąd. Brakuje tutaj dramaturgii, linearna fabuła prowadzi jak po sznurku do happy endu. Ponadto pisarz ma nieco irytujący zwyczaj powtarzania co i rusz pewnych informacji, sformułowań. Dlatego lektura miejscami sprawia wrażenie przeznaczonej dla małych dzieci. Z drugiej strony - pojawiają się (wprawdzie gdzieś na uboczu, ledwie wspomniane) wątki homoseksualizmu, prostytucji, wyrzucania niemowląt przez okno. Żarty się powtarzają, a większość z nich osnuta jest wokół smrodu. Kawały fekalne, dotyczące ścieków, rozkładających się ciał i podobnych tematów niekoniecznie wszystkich muszą bawić.
Ledwie otworzymy książkę, okaże się, że autor nie porzucił zwyczaju wplatania do powieści wszelkich smaczków. Główny bohater nosi ksywkę Dodger jak kompan Olivera Twista, a w pierwszym rozdziale spotyka niejakiego... Karola Dickensa. Nawiązań jest więcej - zarówno do postaci historycznych, jak i fikcyjnych, ale żeby nie psuć zabawy z ich odnajdywania, nie spoileruję dalej. Największą wadą, ale i największą siłą "Spryciarza z Londynu" jest jego prostota. Nie ma tutaj mowy o skomplikowanych intrygach. W zamian dostaniemy sporo zapadających w pamięć, przerysowanych postaci niczym z komedii dell'arte.
Warto zaznaczyć, że "Spryciarz..." to książka z przesłaniem. Niby ot, taka tam historyjka o młodym złodziejaszku i poszukiwaczu skarbów w kanalizacji londyńskiej, ale... No właśnie. Tutaj wychodzą na jaw umiejętności Pratchetta. Pod ziejącą banałem fabułą kryje się sporo życiowych prawd. Tylko że czasem te mądrości są niestety wbijane odbiorcy do głowy młotkiem. Terry posiada dar pisania o trudnych sprawach w sposób zdumiewająco prosty. Jedna z bohaterek jest katowana przez męża, w tle zgwałcone dziewczęta popełniają samobójstwa, ulicami chadzają zagłodzone i cuchnące staruszki, w rządzie panuje korupcja, w całym kraju wyzysk, a w oczach ludzi prawda ulega rozmyciu jak we mgle, co stanowi zresztą temat przewodni powieści.
Wydawnictwu daję minus za ozdabiające bok książki złote litery, które się po prostu w połowie zdarły. I to mimo że nie robiłam ze "Spryciarzem..." nic poza noszeniem go w torbie (i czytaniem oczywiście).
Czy ta pozycja zasługuje na polecenie? Różni się od typowych dzieł Pratchetta, choć to nie znaczy, że jest od nich gorsza. Przypomina o paru wartościach w życiu. Czasami pocieszne postaci i sytuacje wywołują uśmiech. "Spryciarz z Londynu" dobrze przedstawia realia, ma walory edukacyjne, aczkolwiek nie całkiem zachowuje chronologię (co jednak jest celowym zabiegiem; Pratchettowi zależało na zaciekawieniu odbiorcy tamtymi czasami, co osiągnął, naginając bieg historii). Dla osób zafascynowanych wiktoriańskim światem będzie to przyjemna lektura. Sama fabuła raczej nie wciągnie dorosłego czytelnika, jest zbyt przewidywalna, lecz dzieciom najprawdopodobniej bardzo się spodoba. Pikanterii nadają tej optymistycznej bajce odniesienia kulturowe. Mimo to z całą pewnością nie jest to powieść, która przypadnie do gustu każdemu.

