Wieść

E3 2015 - Destiny: The Taken King
16.06.2015 o 16:45 / Dodał: Ingmar
Plan rozwijania Destiny ma obejmować całą dekadę. Na razie otrzymaliśmy wersję podstawową oraz dwa większe rozszerzenia. Premiera "The House of Wolves" odbyła się w zeszłym miesiącu i naprawiła wiele błędów oryginalnego wydania. To nadal jest gra w jakiś sposób skrzywdzona - MMO bez sensownego systemu komunikacji między graczami - ale przynajmniej rozwój idzie w dobrym kierunku. Kolejnym krokiem na tej drodze ma być trzeci dodatek, czyli The Taken King.
Każde kolejne rozszerzenie Destiny jest lepsze, choć mamy tak małą próbę, że mówienie o tendencji jest naciągane. Po wyjątkowo słabym "The Dark Below" następny dodatek po prostu musiał wygrać jakościowo. Tak doświadczone studio, jak Bungie, nie może wydawać tylko słabych rzeczy. Przemawia za tym samo prawdopodobieństwo. "The Taken King" z pewnością będzie najobszerniejszym DLC-kiem. Wygląda na to, że wreszcie dostaniemy materiał, który nie znajdował się na płycie z grą już w dniu premiery. Zobaczmy trailer.
Pierwszy komentarz? Rety, znowu Hive! Stworzyli cztery rasy obcych najeźdźców tylko po to, aby poważniej rozwinąć jedynie wątki Hive'u oraz Fallenów. Vexy niby były najważniejszym przeciwnikiem w podstawowej wersji gry, ale od czasu premiery pierwszego rajdu - The Vault of Glass - mogliśmy zapomnieć o ich istnieniu. Nawet nie wspominając o Cabalach, których obecność jest, jak na razie, jedynie symboliczna.
Jak prezentuje się fabuła "The Taken King"? Z pomocą Eris Morn wybiliśmy setki Hive'ów na Ziemi i na Księżycu. Padł nawet sam Crota. Teraz na scenę wchodzi jego tatko, czyli Oryx. Chce się, oczywiście, zemścić. My zaś chcemy dobrego dropu, więc rysuje się przed nim niezbyt wesoła przyszłość. Zginie dosłownie miliony razy. Ma jednak do dyspozycji swoją armię, potwory, które posiadła we władanie sama Ciemność. Wydawało mi się, że już wrogowie z podstawki reprezentowali Ciemność, ale widać byłem w błędzie. Może to jakaś Ciemniejsza Ciemność.
Ciekawie prezentują się nowe podklasy. Pewnie zwróciliście uwagę, że w grze są trzy, powiedzmy, żywioły, o ile tym mianem można nazwać ogień, elektryczność i... pustkę. Każda klasa miała jednak dostęp jedynie do umiejętności bazujących na dwóch z nich. Teraz to się zmieni. Nadciąga Hunter z fioletowym łukiem, Titan z płonącym młotem oraz Warlock z błyskawicami. Ten ostatni wygląda, jak Imperator Palpatine z Gwiezdnych Wojen. Fajna sprawa!
Pojawią się także nowe misje i sprzęt, mapy do trybu wieloosobowego, zapewne podkręcony zostanie pułap maksymalnego poziomu. Tym razem to powinien być Light Level 36 (ekwipunek o statystytyce Light 48). Oryxa zmasakrujemy w ramach trzeciego rajdu. Po cichu liczę, że Bungie wreszcie się ogarnie i doda nową planetę, ale to chyba złudne marzenie. Na ekranach zobaczymy z pewnością statek Króla Ciemności.
Dodatek trafi do sprzedaży już 15 września bieżącego roku w wersjach na PlayStation 3, PlayStation 4, Xbox 360 oraz Xbox One. Jeśli czujecie, że macie w portfelach za dużo kasy, to możecie ją wydać na Destiny: The Taken King Legendary Edition, czyli edycję rozszerzoną bardziej. Cena? Sześćdziesiąt dolarów, czyli około dwieście pięćdziesiąt złotych. Kolejny raz czuję, że kupienie Digital Guardian Edition (podstawka + Season Pass) w przedsprzedaży było błędem. Co najgorsze, wygląda na to, że "The Taken King" nie jest częścią tej całej przepustki sezonowej. Spotkamy się przy recenzji, Oryx. Obyś miał, cholera, coś ciekawszego w zanadrzu niż wysoką cenę na wejściu.
Każde kolejne rozszerzenie Destiny jest lepsze, choć mamy tak małą próbę, że mówienie o tendencji jest naciągane. Po wyjątkowo słabym "The Dark Below" następny dodatek po prostu musiał wygrać jakościowo. Tak doświadczone studio, jak Bungie, nie może wydawać tylko słabych rzeczy. Przemawia za tym samo prawdopodobieństwo. "The Taken King" z pewnością będzie najobszerniejszym DLC-kiem. Wygląda na to, że wreszcie dostaniemy materiał, który nie znajdował się na płycie z grą już w dniu premiery. Zobaczmy trailer.
Pierwszy komentarz? Rety, znowu Hive! Stworzyli cztery rasy obcych najeźdźców tylko po to, aby poważniej rozwinąć jedynie wątki Hive'u oraz Fallenów. Vexy niby były najważniejszym przeciwnikiem w podstawowej wersji gry, ale od czasu premiery pierwszego rajdu - The Vault of Glass - mogliśmy zapomnieć o ich istnieniu. Nawet nie wspominając o Cabalach, których obecność jest, jak na razie, jedynie symboliczna.
Jak prezentuje się fabuła "The Taken King"? Z pomocą Eris Morn wybiliśmy setki Hive'ów na Ziemi i na Księżycu. Padł nawet sam Crota. Teraz na scenę wchodzi jego tatko, czyli Oryx. Chce się, oczywiście, zemścić. My zaś chcemy dobrego dropu, więc rysuje się przed nim niezbyt wesoła przyszłość. Zginie dosłownie miliony razy. Ma jednak do dyspozycji swoją armię, potwory, które posiadła we władanie sama Ciemność. Wydawało mi się, że już wrogowie z podstawki reprezentowali Ciemność, ale widać byłem w błędzie. Może to jakaś Ciemniejsza Ciemność.
Ciekawie prezentują się nowe podklasy. Pewnie zwróciliście uwagę, że w grze są trzy, powiedzmy, żywioły, o ile tym mianem można nazwać ogień, elektryczność i... pustkę. Każda klasa miała jednak dostęp jedynie do umiejętności bazujących na dwóch z nich. Teraz to się zmieni. Nadciąga Hunter z fioletowym łukiem, Titan z płonącym młotem oraz Warlock z błyskawicami. Ten ostatni wygląda, jak Imperator Palpatine z Gwiezdnych Wojen. Fajna sprawa!
Pojawią się także nowe misje i sprzęt, mapy do trybu wieloosobowego, zapewne podkręcony zostanie pułap maksymalnego poziomu. Tym razem to powinien być Light Level 36 (ekwipunek o statystytyce Light 48). Oryxa zmasakrujemy w ramach trzeciego rajdu. Po cichu liczę, że Bungie wreszcie się ogarnie i doda nową planetę, ale to chyba złudne marzenie. Na ekranach zobaczymy z pewnością statek Króla Ciemności.
Dodatek trafi do sprzedaży już 15 września bieżącego roku w wersjach na PlayStation 3, PlayStation 4, Xbox 360 oraz Xbox One. Jeśli czujecie, że macie w portfelach za dużo kasy, to możecie ją wydać na Destiny: The Taken King Legendary Edition, czyli edycję rozszerzoną bardziej. Cena? Sześćdziesiąt dolarów, czyli około dwieście pięćdziesiąt złotych. Kolejny raz czuję, że kupienie Digital Guardian Edition (podstawka + Season Pass) w przedsprzedaży było błędem. Co najgorsze, wygląda na to, że "The Taken King" nie jest częścią tej całej przepustki sezonowej. Spotkamy się przy recenzji, Oryx. Obyś miał, cholera, coś ciekawszego w zanadrzu niż wysoką cenę na wejściu.
Komentarze
Tę wieść skomentowano 0 razy.
Na stronie wyświetlanych jest 20 komentarzy na raz.
Tę wieść skomentowano 0 razy.
Na stronie wyświetlanych jest 20 komentarzy na raz.
