Wieść

E3 2015 - Uncharted 4: A Thief's End
30.06.2015 o 17:03 / Dodał: Ingmar
Konferencja prasowa Sony zakończyła się prezentacją rozgrywki z Uncharted 4: A Thief's End. Wszyscy na to czekaliśmy: ponad siedem minut strzelania, rozbijania się furą po zaludnionym mieście i słychania sympatycznych żartów sytuacyjnych. Ogólna tonacja "czwórki" jest nieco cięższa od klimatu poprzedników. Dobrze wiedzieć, że ekipa z Naughty Dog nadal zapewni nam także lżejsze fragmenty oraz niezłą dawkę humoru.
W wywiadach z twórcami przeczytamy, że Uncharted 4 zamyka historię Nathana Drake'a. Oczywiście, z takiego stwierdzenia dowiadujemy się relatywnie mało nowych informacji. Kolejna odsłona może przecież być jakimś prequelem albo interquelem. Istnieje też szansa, że seria wróci ze zmienionym głównym bohaterem albo że twórcy zdecydują się na zresetowanie historii i opowiedzenie jej od nowa, w nieco zmienionej obsadzie. Jak mówi powiedzenie: nie zabija się kury, co znosi złote jajka, a Uncharted to po prostu zbyt ważna seria dla Sony, aby została tak po prostu porzucona. Nie zajmujmy się jednak jałowymi spekulacjami. Co nas czeka w najbliższym czasie?
Najpierw do sprzedaży trafi remaster poprzednich trzech części. Uncharted: The Nathan Drake Collection oferuje ładniejszą oprawę graficzną i przystępną cenę jak na potrójny pakiet. Premiera? Już 9 października 2015 roku. Dlaczego w ogóle remaster powstaje? Bo prace nad "czwórką" mocno się przeciągnęły, a bez niej oferta Sony na tegoroczny sezon świąteczny wydawała się po prostu uboga. Teraz jest nieco lepiej, ale to nadal nie jest najmocniejsze portfolio w długiej historii firmy. Na Uncharted 4: A Thief's End jeszcze trochę poczekamy, ale już teraz możemy zobaczyć, jak gra wygląda w akcji. No to jazda!
Zaczynamy od sceny walki w kolorowym, zaludnionym mieście. Ładnie prezentuje się zaawansowana fizyka obiektów. Po ekranie latają rozwalone skrzynki i podniszczone owoce, a twórcy zapewniają, że możemy rozwalić każdy przedmiot na targu. To oczywiście bzdura, bo nie rozwalimy tego, co najciekawsze: budynków. Niemniej rozwalanie dekoracji jest ładnie animowane i warto je pochwalić. Gry wreszcie zaczynają przywiązywać uwagę do fizyki obiektów. Co prawda, to "wreszcie" trwa od lat, ale może podczas najbliższej dekady niszczenie otoczenia stanie się złotym standardem.
Co mamy dalej? Siadamy za kółkiem i prowadzimy furę, uciekając przed wozem opancerzonym. Gra w całkiem zgrabny sposób buduje iluzję otwartego świata. Wydaje się, że dokonujemy faktycznych wyborów: że chcemy skręcić akurat w tę alejkę czy rozwalić akurat ten płot, by skrócić trasę. Łatwo dać się uwieść, chociaż oczywiście cały fragment jest mocno oskrypotowany. Wóz opancerzony pojawia się w ściśle ustalonych momentach i sprawia, że akcja przyspiesza.
Wreszcie, pościg się kończy, Nathan wyskakuje z wozu i... mamy typowy moment z serii Uncharted. Gdy wydawało się, że tempo wydarzeń na ekranie osiągnęło apogeum, to rozgrywka przyspiesza. Za to właśnie lubimy produkcje Naughty Dog.
Lokacja jest duża i nieźle zaludniona. Ekipa programistyczna używa na to fajnego określenia: "otwieramy mapy z Uncharted 4". To nawiązanie do konstrukcji świata: nie jest jeszcze w pełni "otwarta", ale już rozpoczął się proces "otwierania". Może, dajmy na to, Uncharted 7 będzie miał w pełni grywalny, otwarty świat. Na razie musimy zadowolić się tym, co oferuje nam "czwórka": szybką akcję, niezłym scenariuszem oraz oprawę graficzną w standardzie 1080p / 60fps. Podobno nawet włosy na klacie Nathana Drake'a są animowane, gdy wieje wiatr. Nieźle! Ekipa z Naughty Dog przygotowała również bardzo zaawansowaną mechanikę zarostu. I masę innych, świetnych rozwiązań technicznych, ale moją uwagę zawsze przykuwają takie nieco absurdalne przechwałki techniczne.
Kiedy zagramy w Uncharted 4: A Thief's End? W przyszłym roku jedynie na PlayStation 4.
W wywiadach z twórcami przeczytamy, że Uncharted 4 zamyka historię Nathana Drake'a. Oczywiście, z takiego stwierdzenia dowiadujemy się relatywnie mało nowych informacji. Kolejna odsłona może przecież być jakimś prequelem albo interquelem. Istnieje też szansa, że seria wróci ze zmienionym głównym bohaterem albo że twórcy zdecydują się na zresetowanie historii i opowiedzenie jej od nowa, w nieco zmienionej obsadzie. Jak mówi powiedzenie: nie zabija się kury, co znosi złote jajka, a Uncharted to po prostu zbyt ważna seria dla Sony, aby została tak po prostu porzucona. Nie zajmujmy się jednak jałowymi spekulacjami. Co nas czeka w najbliższym czasie?
Najpierw do sprzedaży trafi remaster poprzednich trzech części. Uncharted: The Nathan Drake Collection oferuje ładniejszą oprawę graficzną i przystępną cenę jak na potrójny pakiet. Premiera? Już 9 października 2015 roku. Dlaczego w ogóle remaster powstaje? Bo prace nad "czwórką" mocno się przeciągnęły, a bez niej oferta Sony na tegoroczny sezon świąteczny wydawała się po prostu uboga. Teraz jest nieco lepiej, ale to nadal nie jest najmocniejsze portfolio w długiej historii firmy. Na Uncharted 4: A Thief's End jeszcze trochę poczekamy, ale już teraz możemy zobaczyć, jak gra wygląda w akcji. No to jazda!
Zaczynamy od sceny walki w kolorowym, zaludnionym mieście. Ładnie prezentuje się zaawansowana fizyka obiektów. Po ekranie latają rozwalone skrzynki i podniszczone owoce, a twórcy zapewniają, że możemy rozwalić każdy przedmiot na targu. To oczywiście bzdura, bo nie rozwalimy tego, co najciekawsze: budynków. Niemniej rozwalanie dekoracji jest ładnie animowane i warto je pochwalić. Gry wreszcie zaczynają przywiązywać uwagę do fizyki obiektów. Co prawda, to "wreszcie" trwa od lat, ale może podczas najbliższej dekady niszczenie otoczenia stanie się złotym standardem.
Co mamy dalej? Siadamy za kółkiem i prowadzimy furę, uciekając przed wozem opancerzonym. Gra w całkiem zgrabny sposób buduje iluzję otwartego świata. Wydaje się, że dokonujemy faktycznych wyborów: że chcemy skręcić akurat w tę alejkę czy rozwalić akurat ten płot, by skrócić trasę. Łatwo dać się uwieść, chociaż oczywiście cały fragment jest mocno oskrypotowany. Wóz opancerzony pojawia się w ściśle ustalonych momentach i sprawia, że akcja przyspiesza.
Wreszcie, pościg się kończy, Nathan wyskakuje z wozu i... mamy typowy moment z serii Uncharted. Gdy wydawało się, że tempo wydarzeń na ekranie osiągnęło apogeum, to rozgrywka przyspiesza. Za to właśnie lubimy produkcje Naughty Dog.
Lokacja jest duża i nieźle zaludniona. Ekipa programistyczna używa na to fajnego określenia: "otwieramy mapy z Uncharted 4". To nawiązanie do konstrukcji świata: nie jest jeszcze w pełni "otwarta", ale już rozpoczął się proces "otwierania". Może, dajmy na to, Uncharted 7 będzie miał w pełni grywalny, otwarty świat. Na razie musimy zadowolić się tym, co oferuje nam "czwórka": szybką akcję, niezłym scenariuszem oraz oprawę graficzną w standardzie 1080p / 60fps. Podobno nawet włosy na klacie Nathana Drake'a są animowane, gdy wieje wiatr. Nieźle! Ekipa z Naughty Dog przygotowała również bardzo zaawansowaną mechanikę zarostu. I masę innych, świetnych rozwiązań technicznych, ale moją uwagę zawsze przykuwają takie nieco absurdalne przechwałki techniczne.
Kiedy zagramy w Uncharted 4: A Thief's End? W przyszłym roku jedynie na PlayStation 4.
Komentarze
Tę wieść skomentowano 0 razy.
Na stronie wyświetlanych jest 20 komentarzy na raz.
Tę wieść skomentowano 0 razy.
Na stronie wyświetlanych jest 20 komentarzy na raz.
