Wieść

Halo 5: Guardians - premiera
27.10.2015 o 21:25 / Dodał: Ingmar
Wreszcie nastał ten dzień - nowe przygody w uniwersum Halo wylądowały na sklepowych półkach. To szansa dla ekipy z 343 Industries na odbudowanie zaufania społeczności fanów, Microsoft zaś liczy na pokaźny wzrost sprzedaży konsol Xbox One. Zobaczmy, o co w ogóle chodzi z tym Halo 5: Guardians.
Seria Halo stała się flagową marką na konsolach Microsoftu. Ten proces zaczął się lata temu, przy okazji premiery Halo: Combat Evolved na oryginalnym, nienumerowanym Xboxie. Gra Bungie nieco zmieniła krajobraz całego rynku - nagle się okazało, że shootery, gatunek tradycyjnie kojarzony z graniem na kompach, całkiem nieźle radzi sobie na konsolach. Zjawisko, które dzisiaj wydaje się być dość typowe - granie w FPS-a na padzie - ma swój początek w 2001 roku i w sukcesie Halo.
Kolejne lata przyniosły nam Halo 2, Halo 3, Halo: ODST oraz Halo: Reach. Obserwowaliśmy nawet próbę zaadoptowania RTS-ów w środowisku konsolowych - Halo Wars od Ensemble Studios - ale to jednak pozostało egzotyką. Nas interesuje los marki Halo. Po wydaniu Halo: Reach w 2010 roku rozchodzą się losy Bungie i Microsoftu. Oryginalne studio podpisuje kontrakt z Activision i rozpoczyna prace nad Destiny - premiera była w zeszłym roku, a we wrześniu 2015 mogliśmy zagrać w duże rozszerzenie o nazwie The Taken King. Marka Halo pozostaje w rękach Microsoftu, za jej rozwój zaczyna odpowiadać zespół z 343 Interactive. Ich pierwszym projektem jest Halo 4, potem wypuszczają niezbyt udanego remastera, czyli Halo: The Master Chief Collection. Wreszcie, nadchodzi czas Halo 5: Guardians - pozycji, która ma nie tylko podreperować reputację marki, ale także trochę namieszać w gatunku shooterów.
Kampania Halo 5 przedstawia zmagania dwóch drużyn. Blue Team dowodzi znany z poprzednich części Master Chief, a za Fireteam Osiris odpowiada Spartan Locke. Tu widzimy parę istotnych zmian: przede wszystkim Master Chief jest portretowany jako mniej jednoznaczna postać. Tym razem nie jest już tylko bohaterem bez skazy, a parę wysoko postawionych osób uważa go za zdrajcę. Wprowadzenie zespołów mocno zmienia także sam gameplay: teraz dowodzimy drużynami, możemy wydawać polecenia kompanom i liczyć na... wskrzeszenie. Podobnie, jak w serii Gears of War po zaliczeniu śmiertelnej kulki nasza postać się przewraca i liczy na to, że kolega z zespołu ją ozdrowi. Na niższym poziomie trudności po prostu nie sposób zginąć, to przynajmniej moje wrażenie po przejściu paru misji.
Pozostając w temacie kampanii - aby zapewnić jakość wizualną w standardzie 60fps twórcy zdecydowali się na porzucenie trybu lokalnego co-opa, czyli słynnego dzielonego ekranu. Nadal możemy grać ze znajomymi - kooperacja do czterech graczy - ale jedynie sieciowo, za pośrednictwem Xbox Live.
Halo 5: Guardians to także - a może przede wszystkim - multiplayer. Warto zwrócić uwagę na dwa tryby. Arena jest dedykowana rozgrywkom w e-sportowym duchu. To starcia na niewielką skalę, na ograniczonej powierzchni i z jasnym celem: wybić wrogą drużynę. Nowością jest Warzone, dla którego bezpośrednią inspiracją wydaje się być Titanfall. Bitwy toczymy na potężnych obszarach, a walka rozgrywa się między dwoma drużynami graczy oraz dużą liczbą potworów, sterowanych przez sztuczną inteligencję. Są nawet mini-bossowie do ubicia.
Premiera Halo 5: Guardians jest dzisiaj. Możemy liczyć na pełną polską wersję językową (dubbing, czyli polscy aktorzy). Cena detaliczna to 239 zł, a gra dostępna jest jedynie na konsolach Xbox One.
Seria Halo stała się flagową marką na konsolach Microsoftu. Ten proces zaczął się lata temu, przy okazji premiery Halo: Combat Evolved na oryginalnym, nienumerowanym Xboxie. Gra Bungie nieco zmieniła krajobraz całego rynku - nagle się okazało, że shootery, gatunek tradycyjnie kojarzony z graniem na kompach, całkiem nieźle radzi sobie na konsolach. Zjawisko, które dzisiaj wydaje się być dość typowe - granie w FPS-a na padzie - ma swój początek w 2001 roku i w sukcesie Halo.
Kolejne lata przyniosły nam Halo 2, Halo 3, Halo: ODST oraz Halo: Reach. Obserwowaliśmy nawet próbę zaadoptowania RTS-ów w środowisku konsolowych - Halo Wars od Ensemble Studios - ale to jednak pozostało egzotyką. Nas interesuje los marki Halo. Po wydaniu Halo: Reach w 2010 roku rozchodzą się losy Bungie i Microsoftu. Oryginalne studio podpisuje kontrakt z Activision i rozpoczyna prace nad Destiny - premiera była w zeszłym roku, a we wrześniu 2015 mogliśmy zagrać w duże rozszerzenie o nazwie The Taken King. Marka Halo pozostaje w rękach Microsoftu, za jej rozwój zaczyna odpowiadać zespół z 343 Interactive. Ich pierwszym projektem jest Halo 4, potem wypuszczają niezbyt udanego remastera, czyli Halo: The Master Chief Collection. Wreszcie, nadchodzi czas Halo 5: Guardians - pozycji, która ma nie tylko podreperować reputację marki, ale także trochę namieszać w gatunku shooterów.
Kampania Halo 5 przedstawia zmagania dwóch drużyn. Blue Team dowodzi znany z poprzednich części Master Chief, a za Fireteam Osiris odpowiada Spartan Locke. Tu widzimy parę istotnych zmian: przede wszystkim Master Chief jest portretowany jako mniej jednoznaczna postać. Tym razem nie jest już tylko bohaterem bez skazy, a parę wysoko postawionych osób uważa go za zdrajcę. Wprowadzenie zespołów mocno zmienia także sam gameplay: teraz dowodzimy drużynami, możemy wydawać polecenia kompanom i liczyć na... wskrzeszenie. Podobnie, jak w serii Gears of War po zaliczeniu śmiertelnej kulki nasza postać się przewraca i liczy na to, że kolega z zespołu ją ozdrowi. Na niższym poziomie trudności po prostu nie sposób zginąć, to przynajmniej moje wrażenie po przejściu paru misji.
Pozostając w temacie kampanii - aby zapewnić jakość wizualną w standardzie 60fps twórcy zdecydowali się na porzucenie trybu lokalnego co-opa, czyli słynnego dzielonego ekranu. Nadal możemy grać ze znajomymi - kooperacja do czterech graczy - ale jedynie sieciowo, za pośrednictwem Xbox Live.
Halo 5: Guardians to także - a może przede wszystkim - multiplayer. Warto zwrócić uwagę na dwa tryby. Arena jest dedykowana rozgrywkom w e-sportowym duchu. To starcia na niewielką skalę, na ograniczonej powierzchni i z jasnym celem: wybić wrogą drużynę. Nowością jest Warzone, dla którego bezpośrednią inspiracją wydaje się być Titanfall. Bitwy toczymy na potężnych obszarach, a walka rozgrywa się między dwoma drużynami graczy oraz dużą liczbą potworów, sterowanych przez sztuczną inteligencję. Są nawet mini-bossowie do ubicia.
Premiera Halo 5: Guardians jest dzisiaj. Możemy liczyć na pełną polską wersję językową (dubbing, czyli polscy aktorzy). Cena detaliczna to 239 zł, a gra dostępna jest jedynie na konsolach Xbox One.
Komentarze
Tę wieść skomentowano 0 razy.
Na stronie wyświetlanych jest 20 komentarzy na raz.
Tę wieść skomentowano 0 razy.
Na stronie wyświetlanych jest 20 komentarzy na raz.
